Sobota, 2019-12-07, 2:20 AM                    
Jesteś zalogowany jako Gość | Grupa "Goście"Witaj Gość | RS
Smak chwil
Główna » Pliki » Trylogia „Pięćdziesiąt odcieni” E.L. James » Pięćdziesiąt twarzy Greya

ROZDZIAŁ PIERWSZY 1/2
2014-07-16, 2:50 PM
 

14

zainteresowanego, ale przede wszystkim bije z niego uprzejmość.

– Anastasia Steele. Studiuję literaturę angielską razem z Kate,

eee... Katherine... eee... panną Kavanagh na Uniwersytecie Stanu

Waszyngton.

– Rozumiem – rzuca zwięźle. Wydaje mi się, że przez jego

twarz przemknął cień uśmiechu, ale nie mam pewności. – Może

usiądziemy? – Gestem wskazuje na obitą białą skórą kanapę

w kształcie litery L.

Ten gabinet jest stanowczo zbyt duży dla jednej osoby.

Naprzeciwko sięgających od podłogi do sufitu okien stoi wielkie

nowoczesne biurko z ciemnego drewna, wokół którego spokojnie

mogłoby zasiąść sześć osób. Z takiego samego drewna wykonano

ławę stojącą obok kanapy. Wszystko inne jest białe: sufit, podłoga

i ściany. Na jednej z nich, tej z drzwiami, wisi mozaika niewielkich

obrazów, w sumie trzydziestu sześciu, ułożonych w kwadrat. Są

śliczne – przedstawiają zwyczajne, zapomniane przedmioty,

namalowane z taką dbałością o szczegóły, że wyglądają jak

fotografie. Powieszone razem zapierają dech w piersiach.

– Miejscowy malarz. Trouton – wyjaśnia Grey, kiedy

dostrzega, na co patrzę.

– Są piękne. Zwyczajność zmieniają w nadzwyczajność –

rzucam zaintrygowana zarówno nim, jak i obrazami.

Przekrzywia głowę i przygląda mi się z uwagą.

– W pełni się z panią zgadzam, panno Steele – odpowiada

cicho, a ja z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu oblewam się

rumieńcem.

Nie licząc obrazów, reszta gabinetu jest zimna, czysta

i beznamiętna. Zastanawiam się, czy odzwierciedla to osobowość

15

tego adonisa, który z gracją zajmuje jeden z białych skórzanych

foteli naprzeciwko mnie. Potrząsam głową, zaniepokojona biegiem

swoich myśli, i wyjmuję z torby pytania Kate. Następie kładę

na ławie dyktafon, który oczywiście najpierw dwa razy ląduje

na podłodze. Grey nic nie mówi, cierpliwie – mam nadzieję –

czekając, gdy tymczasem mnie ogarnia coraz większe zażenowanie.

Kiedy zbieram się na odwagę i podnoszę wzrok, dostrzegam, że mnie

obserwuje. Jedna ręka leży swobodnie na kolanach, drugą podpiera

brodę i przesuwa palcem wskazującym po ustach. Chyba próbuje

powstrzymać uśmiech.

– Przepraszam – bąkam. – Nie jestem do tego

przyzwyczajona.

– Ależ proszę się nie spieszyć, panno Steele.

– Nie będzie panu przeszkadzać, jeśli nagram pańskie

odpowiedzi?

– Teraz mnie pani o to pyta? Po tym, jak zadała sobie pani

tyle trudu, aby umieścić na ławie dyktafon?

Rumienię się. Przekomarza się ze mną? Oby. Mrugam, nie

bardzo wiedząc, co powiedzieć, a on chyba się nade mną lituje,

ponieważ stwierdza:

– Nie będzie mi to przeszkadzać.

– Czy Kate, to znaczy panna Kavanagh, wyjaśniła cel tego

wywiadu?

– Tak. Ma się pojawić w kolejnym, ostatnim w tym roku

akademickim numerze gazety studenckiej, ponieważ to ja mam

wręczać absolwentom dyplomy.

Och! To dla mnie nowość i zaintrygowana jestem faktem,

16

że ktoś niewiele ode mnie starszy – okej, może z sześć lat lub coś

koło tego, i okej, odnoszący niesamowite sukcesy, no ale jednak

młody – wręczy mi dyplom ukończenia studiów. Marszczę brwi,

próbując się ponownie skoncentrować na wyznaczonym zadaniu.

– Świetnie. – Przełykam nerwowo ślinę. – Mam kilka pytań,

panie Grey. – Zatykam niesforny lok za ucho.

– Tego właśnie oczekiwałem – mówi, zachowując śmiertelną

powagę.

Natrząsa się ze mnie. Gdy dociera to do mnie, policzki

zaczynają mi płonąć i prostuję się, aby się wydać wyższą i bardziej

onieśmielającą. Wciskając guzik w dyktafonie, próbuję wyglądać jak

profesjonalistka.

– Jest pan bardzo młody jak na osobę, której udało się

stworzyć takie imperium. Czemu zawdzięcza pan swój sukces? –

Podnoszę na niego wzrok. Co prawda uśmiecha się, ale sprawia

wrażenie nieco rozczarowanego.

– Biznes to ludzie, panno Steele, a mnie świetnie wychodzi

ich ocena. Wiem, jak pracują, co poprawia ich wyniki, co nie, co ich

inspiruje i jak ich motywować. Zatrudniam wyjątkowy zespół

i sowicie go wynagradzam. – Przeszywa mnie spojrzeniem szarych

oczu. – Żywię przekonanie, że aby osiągnąć sukces w jakiejś

dziedzinie, trzeba stać się w niej mistrzem, poznać ją na wylot, każdy

najmniejszy szczegół. Ciężko nad tym pracuję. Podejmuję decyzje,

kierując się logiką i faktami. Instynkt pozwala mi dostrzec dobry

pomysł i zająć się nim, a także zgromadzić dobrych ludzi. W tym

właśnie sedno: wszystko zawsze się sprowadza do dobrych ludzi.

– Może ma pan po prostu szczęście. – To nie znajduje się

na liście Kate. Ale on jest taki arogancki. Przez chwilę w jego oczach

widzę zaskoczenie.

17

– Nie uznaję czegoś takiego jak szczęście czy traf, panno

Steele. Wygląda na to, że im ciężej pracuję, tym więcej mam

szczęścia. Naprawdę wszystko jest uzależnione od tego, czy ma się

w zespole odpowiednich ludzi i czy należycie pożytkuje się ich

energię. To chyba Harvey Firestone powiedział, że ludzki rozwój to

najważniejsze powołanie przywództwa.

– Widać, że lubi pan rządzić. – Te słowa wydostają się

z moich ust bez mojej wiedzy.

– Och, sprawuję kontrolę we wszystkich dziedzinach życia,

panno Steele – mówi, ale jego uśmiech pozbawiony jest wesołości.

Patrzę na niego, a on odpowiada mi spojrzeniem bacznym

i beznamiętnym. Serce zaczyna szybciej mi bić, a policzki znowu

oblewa rumieniec.

Czemu tak mnie wytrąca z równowagi? Może to kwestia jego

atrakcyjności? Przeszywającego spojrzenia? Sposobu, w jaki palcem

wskazującym przesuwa po dolnej wardze? Naprawdę mógłby

przestać tak robić.

– Poza tym ogromną władzę człowiek zdobywa wtedy, gdy

przekona samego siebie, iż urodził się po to, aby sprawować kontrolę

– kontynuuje gładko.

– Uważa pan, że ma ogromną władzę? – Normalnie obsesja

na punkcie sprawowania kontroli.

– Mam cztery tysiące pracowników, panno Steele. Zapewnia

mi to swoiste poczucie odpowiedzialności, władzy, jeśli takie

określenie bardziej pani odpowiada. Gdybym podjął decyzję, że już

mnie nie interesuje branża telekomunikacyjna i sprzedałbym firmę,

po mniej więcej miesiącu dwadzieścia tysięcy ludzi miałoby problem

ze spłatą hipoteki.

Moje usta same się otwierają. Jego brak pokory wprawia

18

mnie w osłupienie.

– Nie musi pan odpowiadać przed zarządem? – pytam

zdegustowana.

– Jestem właścicielem mojej firmy. Nie muszę odpowiadać

przed zarządem. – Unosi brew. Czerwienieję. Oczywiście

wiedziałabym to, gdybym zebrała choć trochę informacji na jego

temat. Ale, cholera, strasznie jest arogancki. Zmieniam taktykę.

– Inwestuje pan w produkcję przemysłową. Co jest tego

powodem? – pytam. Dlaczego w jego towarzystwie czuję się taka

skrępowana?

– Lubię budować różne rzeczy. Lubię wiedzieć, jak wszystko

działa: na jakiej zasadzie, jak to złożyć i rozłożyć. Poza tym kocham

statki. Cóż mogę powiedzieć?

– Mam wrażenie, jakby mówiło to pańskie serce, a nie logika

i fakty.

Dostrzegam drgnięcie kącika jego ust. Wpatruje się we mnie

bacznie.

– Możliwe. Choć niektórzy powiedzieliby, że ja nie mam

serca.

– A czemu mieliby tak mówić?

– Bo dobrze mnie znają. – Wykrzywia usta w cierpkim

uśmiechu.

– Czy pańscy przyjaciele powiedzieliby, że łatwo pana

poznać? – I natychmiast żałuję tego pytania. Nie ma go na liście

Kate.

19

– Mocno bronię swojej prywatności, panno Steele. Rzadko

udzielam wywiadów.

– Dlaczego więc na ten się pan zgodził?

– Ponieważ jestem dobroczyńcą waszej uczelni, no i prawdę

powiedziawszy, panna Kavanagh nie pozwalała się zbyć. Bez końca

wierciła dziurę w brzuchu moim ludziom z PR, a ja podziwiam tego

rodzaju upór.

Wiem, jak uparta potrafi być Kate. Dlatego właśnie siedzę

tutaj i kulę się pod badawczym spojrzeniem Greya, gdy tymczasem

powinnam zakuwać do egzaminów.

– Inwestuje pan także w technologie rolnicze. Skąd pańskie

zainteresowanie tą akurat branżą?

– Nie da się jeść pieniędzy, panno Steele, a zbyt wielu ludzi

na tej planecie jest niedożywionych.

– Bardzo filantropijne podejście. Czy to właśnie jest pańską

pasją? Nakarmienie biednych tego świata?

Wzrusza niezobowiązująco ramionami.

– To całkiem niezły biznes – stwierdza, choć mnie się

wydaje, że nie mówi tego szczerze. Jaki to ma sens: karmienie

biednych tego świata? Nie widzę w tym żadnych korzyści

finansowych. Zerkam na kolejne pytanie, skonsternowana tym,

co usłyszałam.

– Ma pan swoją filozofię? A jeśli tak, to jaką?

– Nie mam filozofii jako takiej. Może jedynie zasadę

przewodnią, słowa Andrew Carnegiego: „Ten, kto posiądzie

umiejętność władania własnym umysłem, może objąć w posiadanie

20

    
Kategoria: Pięćdziesiąt twarzy Greya | Dodał: fiolka
Wyświetleń: 295 | Pobrań: 0 | Rating: 0.0/0
Liczba wszystkich komentarzy: 0
Imię *:
Email *:
Kod *:
| Główna |
| Rejestracja |
| Wejdź |
Menu witryny
Formularz logowania
Kategorie sekcji
Pięćdziesiąt twarzy Greya [4]
Ciemniejsza strona Greya [0]
Nowe oblicze Greya [0]
Wyszukiwanie
Mini-czat
Przyjaciele witryny
  • Załóż darmową stronę
  • Internetowy pulpit
  • Darmowe gry online
  • Szkolenia wideo
  • Wszystkie znaczniki HTML
  • Zestawy przeglądarek
  • Statystyki

    Ogółem online: 1
    Gości: 1
    Użytkowników: 0
    Copyright MyCorp
    © 2019