Niedziela, 2017-08-20, 1:15 AM                    
Jesteś zalogowany jako Gość | Grupa "Goście"Witaj Gość | RS
Smak chwil

Padał deszcz...
Zapadał zmierzch przykrywając Londyn czarnym płaszczem niedomówienia kształtów, gdzie nie gdzie zmąconego lampami ulicznymi niczym cekinami na balowej sukni rozpustnego miasta jakim był niewątpliwie Londyn tamtymi czasy...
Detektyw Wąs i doktor Klakson przeglądając najnowsze opracowanie naukowe o „Zawałach wśród górników” właśnie siedzieli przy stole spożywając kolację tuż przed udaniem się na kolejną niebezpieczną misję. Wąs siedział wpatrując się podejrzliwie w plasterek bekonu „Trudno uwierzyć, że ten kawał mięsa kiedyś chodził w błocie i chrumkając, rozmnażał swój gatunek...”
Z zamyślenia wyrwały go kroki na korytarzu.
- No wreszcie... – Zwrócił się do wchodzącej gospodyni. – Mam tutaj taki problem... Znowu w solniczce jest pieprz i na odwrót... – Rzekł surowym głosem który rozszerzył źrenice doktora Klaksosona.
- To pan znowu usiadł po przeciwnej stronie stołu! – Odpowiedziała beznamiętnie gosposia.
- Tak czy siak, spodziewam się dziś specjalnego gościa.... – Tu skierował swój surowy wzrok na Klaksona który przestraszony ruchem ręki dał znać Wąsowi iż zamierza siedzieć cicho. - ... Kiedy przybędzie, proś go niezwłocznie...
- ...Na gorę używając XVI wiecznego londyńskiego akcentu, wiem. – Dopowiedziała gosposia ku zdziwieniu Wąsa.

Po chwili w drzwiach stanął komisarz Frytosław Mac Cann wraz z posterunkowym Kogutem oraz konstablem Kokoshką. Za nim Wąs zdążył cokolwiek owiedzieć, komisarz zwrócił się do niego:
- Nim pan powie cokolwiek, pragnę zaznaczyć iż mam dziś swój aparat słuchowy! – To mówiąc pokazał swe gumowe ucho. Prawdziwe stracił w trakcie dochodzenia w sprawie Van-Gong-a – samuraja samouka który rozpowszechniał treści pornograficzne w ojczystym języku, na opakowaniach herbat którymi handlował pokątnie i pościennie... Wpadł gdy komisariat zatrudnił nowego policjanta, Pok-e-Mona który wraz z rodziną przyjechał z Japonic ( na wschód od Japocoś ) w poszukiwaniu przyzwoitego pieniądza; wszak stare japońskie powiedzenie brzmi;

Jeno pieniądz się liczy...

Dlatego też koledzy z wydziału dali mu pseudonim Jenot.
- Szanowni panowie. Wszystko gotowe, pora wyruszyć na rozwiązanie zagadki Fałszerza z Faketown. – Obwieścił Wąs.
- Dorwiemy drania! – Włączył się entuzjastycznie Kokoshka.
- Zgnębimy potwora! – Dopowiedział Kogut
- Zabijemy Chupacabrę! – Wykrzyknął Klakson ku... zdziwieniu pozostałych...
Wszyscy przygotowywali się do jakże ważnej nocy; to dziś deszcz miał spaść po raz ostatni. Klakson założył sweterek, który dostał na gwiazdkę od swojego prywatnego masażysty. Należało mu się, tyle wpompował przecież w niego... pieniędzy.
W kącie Wąs wyciszał się przed wielkim zadaniem; grając na skrzypcach „Ser Mocy Wielkiej” niejakiego Cheddarsona.
Padał deszcz...
Pośród drzew Hyde Parku unosiły się mgła oraz sapanie zboczeńców... wszak niebezpieczny to teren nocą spowitego Londynu. To tu widywano Szalonego Stomatologa, który uzbrojony po zęby, napadał na staruszki zabierając im protezy...
Sztucznym szczękiem.... a raczej szczękiem metalu naprężyły się koła powozu mknącego pośród parku.
Wąs zapatrzył się w mrok w którym nic nie było widać. Zapatrzył się raz jeszcze. Dlaej nic nie mógł widzieć...
Doktor Klakson był w trakcie pisania swojej mini pracy naukowej; „Przepuklina wśród poszukiwaczy złota”. Przypomniał też sobie praktyki na oddziale urologicznym gdzie podchodząc do pacjenta mawiał : „ Jak leci? ” a oni odpowiadali „Ciurkiem, panie doktorze, ciurkiem!”. Ehh to były czasy.
Wąs natomiast przypomniał sobie ten dzień kiedy rozwiązał swoją pierwszą zagadkę. Miał wtedy jedynie 15 lat. W domu zaczęły znikać słodycze. Nikt nie wiedział co się z nimi działo. Wtedy młody Wąs postanowił przeanalizować fakty po raz pierwszy. Do niczego nie doszedł. Jednak kiedy przeanalizwał fakty po raz drugi: znalazł winnego. Długo przepraszał pozostałych domowników za podbieranie ciasteczek. W prawdzie w pierwszej sprawie sam był głownym podjerzanym, jednak pasja i cukrzyca pozostała z Wąsem na kolejne lata. Tak oto nadszedł pamiętny dzień promocji na detektywa. Pamiętał jak dziś, kiedy stał w pokoju ówczesnego komisarza Widliszka Pałeczniaka, który właśnie degradował innego detektywa Flądrusa ( złapano go jak strzelił z kielicha i w pysk - na służbie) „Oto teka uznania drogi Szemroku” powiedział wręczając mu symboliczną tekę. „A dla pana...” tu zwrócił się do Flądrusa „a dla pana; kara-teka” powiedział wręczając wymówienie służby. Pierwszą sprawą Szemroka było posadzenie za kratki pewnego znanego krzyżówkowicza, który wraz ze znaną piosenkarką Marleną Wytrych, zapoznał na zjeździe AA – w Żelazowej Woli – inna „gwiazdę” świata przestępczego; rosjankę Nimfomankę która pracowała w Men-nicy. Wkrótce dołączył do nich jeden z najokrutniejszych mafiosów ówczesnego świata przestępczego. Mówiono iż na sam jego widok, gangsterzy dostawali zimnego potu na ciele. Tak, był to legendarny Al Poccino.
Wspólnie cały gang planował napad na pewnego tokarza – o którym mawiano że go łatwo obrobić - ale okazało się, że ma węża w kieszeni, jako że handlował pokątnie używanymi zwierzątkami egzotycznymi.
Padał deszcz....
Posterunkowy kogut, właśnie coś grzędził o podwyżkach w policji, chodziło mu o półki dla wysokich policjantów, kiedy Wąs zwrócił się do Frytosława;
- Tylko bez żadnych pomyłek! Pamiętajcie, czekać na mój znak!
Miał rację, bowiem kilka pomyłek się zdarzyło jak wtedy gdy zamierzali aresztować pewnego Irlandczyka oskarżając o zamach... jak się okazało na polu golfowym. Albo kiedy aresztował ks. Leopolda wraz z grupą przedszkolaków pod zarzutem zamiaru utopienia Marzanny. Ks. Leopold stał, zaskoczony, milcząc na amen, nie wiedząc co się święci. Po kilku długotrwałych procesach, wszystkich uniewinniono gdyż sekcja zwłok wykazała iż Marzanna miała siano w głowie i stwardnienie niezasiane. Krążyły pogłoski iż była posłanką, również posłaniem dla innych posłów. Co robiła w sejmie? Któż by mógł powiedzieć, zresztą, diabeł tam wie kto ją posłał...
Padał deszcz...
Powóz zatrzymał się w ciemności przed starym dworem Stanleyów. To tu podobno skrywał się fałszerz.
- Przydało by się więcej światła... – Rzekł Frytosław.
- Dobrze że zabrałem ze sobą lodówkę... – Westchnął Kokoshka.
Ruszyli przed siebie. Posuwali się pośród strug deszczu i sosen, ściętych tam lata temu (i owemu...). Hrabia Stanley, który zmarł śmiercią tragiczną; ten sam który wynalazł resory, kiedy to obserwował pysk swego ogiera gdy wzięta po drodze na gapę baba, schodziła z wozu...
Deszcz ustawał....
W pierwszych promieniach słońca weszli do środka pałacu. Jak się okazało pustego... choć intuicja ( i doświadczenie Wąsa ) nakazało sprawdzenie strychu. Szli więc po niebezpiecznych schodach, które pewien narąbany drwal wyciosał z pni sosenek, a poręcze wierny ślepy sługa z limb afrykańskich.
Deszcz ustał.
Na strychu przed ich oczami ukazał się widok niezykły.
Oto zalany hydraulik Bugsik
Fałszował na wymyślonym przez siebie
OXYLOFONIE....

A deszcz... odszedł.
| Główna |
| Rejestracja |
| Wejdź |
Menu witryny
Formularz logowania
Wyszukiwanie
Kalendarz
«  Sierpień 2017  »
PnWtŚrCzwPtSobNie
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Mini-czat
Przyjaciele witryny
  • Załóż darmową stronę
  • Internetowy pulpit
  • Darmowe gry online
  • Szkolenia wideo
  • Wszystkie znaczniki HTML
  • Zestawy przeglądarek
  • Statystyki

    Ogółem online: 1
    Gości: 1
    Użytkowników: 0
    Copyright MyCorp
    © 2017