Czwartek, 2017-08-24, 2:13 AM                    
Jesteś zalogowany jako Gość | Grupa "Goście"Witaj Gość | RS
Smak chwil

Mój opiekun ze mną jest, ma tak skrzydła i aureolkę też, gdy tak samotna czuje się, przy mnie zawsze czuwa i jest. Może czasem jest mi źle, to tak bardzo cierpię że, Anioł mój pociesza mnie, ochrania i przytula też. Anioł ten to mój sympatyczny duch, który cieszy się ze mną, że aż otula mnie od głowy do stóp, abym bezpieczna była znów. On tak zawsze przy mnie czuwa, modli się za mnie do Boga, który jest jego stwórcą, abym mogła bezpieczną być i cieszyć się z nim. On to wszystko robi dla mnie, bo mnie kocha mocno tak, on mym przewodnikiem jest przez życie, a ja uczniem jego tak. on to wszystko robi dla mnie, abym mogła do nieba dostać się, że aż czasem z przemęczenia bladnie, gdy coś złego wydarzy się. On chcę zawsze ochronić mnie, ale czasem tak się zdarza, że nie może wtrącać się, żebym ja nauczyła czegoś się sama. Dziękuje ci Panie drogi, za Anioła mego tak, bo tak dziecka skargi, wysłuchałeś z sercem tak. Dzięki ci Boże drogi, za wszystko co jest, że tak ze mną jesteś, poprzez anioła też. Kocham ciebie strasznie, Aniele drogi mój, ty zawsze ze mną jesteś, i troszczysz się jak jeden człowiek swój.

 

O mój Aniele, ty rękę Daj! Przez łzy i mękę, Przez ciemny kraj, Do jasnych źródeł ty mnie doprowadź; Racz się zlitować! Serce me zwiędło jak marny Liść; Wśród nocy czarnej Nie wiem, gdzie iść, I po przepaściach muszę nocować: Więc ty mnie prowadź. To, com ukochał, com tyle Czcił, Zdeptane w pyle Padło bez sił; Rozpacz i hańbę widząc po drodze, Stanąłem w trwodze. Widziałem zbrodni zwycięski Szał, Widziałem klęski Duchów i ciał; Więc obłąkany boleścią chodzę We łzach i trwodze. I nie wiem teraz, w co wierzyć Mam, Jak dzień mój przeżyć W ciemności, sam; Nie wiem, czy zdołam wytrwać niezłomnie: Więc ty zstąp do mnie! Lękam się zstąpić z wątpieniem W grób I z utęsknieniem Do twoich stóp Chylę się z prośbą i nieprzytomnie Wołam: zstąp do mnie! Pokaż mi tryumf w przyszłości Dniach, Tryumf miłości Kupiony w łzach, I ludu mego zwycięstwo jasne Pokaż, nim zasnę! Pokaż mi ciszę wschodzących Zórz, Zmartwychwstających Królestwo dusz, A dbać nie będę o szczęście własne Spokojny zasnę.

 

Aniele Wiem, że jesteś... Ale tak cicho, jakby Cię wcale  nie było. Lecz ja wciąż czuję - w domu, w lesie, w mieście - Jakby koło mnie serce czyjeś biło... Czuję także wpatrzone we mnie Twoje oczy - uważnie i troskliwie - nawet w środku nocy. Wiem też, że na skrzydłach ze światła pobiec możesz wszędzie i w mój sen wejść łatwo, nawet  śpiewać w kolędzie... Dobrze, że przy mnie zawsze jesteś w dni zwykłe i w niedziele - ukryty w powietrzu - mój dobry Aniele miej mnie w swojej opiece!

 

 Smut­na księżniczka bez swo­jej miłości Pro­siła ma­ga konając ; Kiedy odejdę użyj swo­jej mo­cy Uchwyć mą duszę nową pos­tać dając. Chcę być skow­ronkiem i udać się w drogę By móc od­szu­kać ser­ce które cze­ka Będąc księżniczką zna­leźć miłości nie mogłam Więc może te­raz wy­pat­rzę z da­leka. Odeszła cicho z uśmie­chem nad ra­nem Wierząc że zbudzi się pta­kiem na pew­no Rein­karnac­ja wnet się do­konała Leć za swym lo­sem zmieniona królew­no... Mi­jały la­ta na złud­nym szu­kaniu Nie mógł od­na­leźć ser­duszka skow­ro­nek Zmęczo­ny życiem przyf­runął od­począć Na swe marze­nie tra­cił każdy dzionek. Żałość go zmogła wiel­ka jak ocean Na piękne piórka łez­ki po­leciały Świat jest og­romny to po­nad me siły Marze­nie swe tracę bo jes­tem zbyt mały. Smut­ne­go skow­ronka różyczka słuchała Nie wie­dzieć cze­mu ser­ce jej zadrżało Chyląc swe płat­ki szepnęła cichut­ko Me ser­ce na ciebie tu wie­czność cze­kało. Myślałem że psi­kus los mi przy­goto­wał Że po mo­jej śmier­ci tą różą się stałem Te­raz wiem dlacze­go mój słod­ki skow­ronku Tyl­ko w tej pos­ta­ci tak długo przet­rwałem. W miłości jest ma­gia co przet­rwała la­ta Uwol­niła dusze so­bie przez­naczo­ne Kiedyś nie mogły is­tnieć obok siebie Te­raz ich marze­nia będą już spełnione. Nikt już nie spot­ka skow­ronka ni róży Są już da­leko w swej krainie marzeń On w niej od­na­lazł tą za którą tęsknił A smut­na księżniczka ma teraz uśmiech na twarzy.

 

Zra­niło się serduszko o losu os­trą krawędź, trze­począc życia skrzydłem jak przes­traszo­ny łabędź. Zbyt moc­no poranione zamknęło swe uczucia, widząc jak cier­pi serce, zamknęła się też dusza. I ra­zem tak samotne, zamknięte w szczel­nej zbroi, zbyt bo­li ta­ka rana i długo się nie goi. Jak przyjąć zno­wu słowa, co radość z sobą niosą, są słod­kie jak ambrozja, o miej­sce w ser­cu proszą? Te słowa, to wspomnienia, co miłość mają w sobie, choć ser­ce już nieufne, to miej­sce ich wciąż przy Tobie.

 

Przyjdę do Ciebie w no­cy, gdy zmrużysz swo­je oczy. W Twym śnie znowu będę z Tobą, tyl­ko mnie wpuść, cicho za­wołaj. Swym skrzydłem otulę Ciebie całego i nie będzie w tym nic dziw­ne­go. Aniel­skim pyłem roz­go­nię wszys­tkie myśli złe, słońcem zastąpię łzy i deszcz. Tyl­ko mi pozwól, a ser­ce Twe ujmę w dłonie jak niemowlę, de­likat­nie ,z uczu­ciem do swo­jego ser­ca je przyłożę. Będę o nie dbać, troszczyć się bez us­tanku, zro­bię wszys­tko by chodziło bez szwan­ku. I choć ot­worzyć mu­sisz swe oczy, niech ten sen będzie pro­roczy. Jeśli zechcesz Aniołem Stróżem Twym od dziś się stanę , tyl­ko po­wiedz, a u Twe­go bo­ku na każde zawołanie się po­jawię.

List z nieba

 

 

Odeszliście w ciszy mrok, została tylko cisza lecz choć Wasze serca nie biją już, choć Was nie ma tu ,to słyszę głos ,co szepce mi wciąż, że żyjecie na serca mego dnie więc zasłucham się w  nią ,może znajome głosy usłyszę?

 

Wiem, że przy mnie zawsze jesteście , gdy szaleją strugi deszczu po szybach dni, kiedy nocą otwierają się oczy zbudzone bólem serca. Wiem, że jesteście , kiedy płonie ściana ciszy, gdy z wyschniętej rzeki słów nie ma już co pić, kiedy nogi plączą się wśród kamieni krzywd. Wiem, że  jesteście zawsze przy mnie...

 

Kochany Boże, świat jest zmęczony i Twoje dzieci wzdychają głęboko, pomóż nam, Synu jednorodzony, żyjąc tu nisko, mieć serca wysoko . Modlę się Jezu, o wycieńczonych, o tych, którzy czas by chcieli przegonić, o trosk i zmartwień cierniami zduszonych, abyś od śmierci ich dusze uchronił. O oczy, co próżno snu w nocy szukają i te, które łzami tak często śniły, o tych, co się modlić nie pamiętają i tych, co się modlić nie mają już siły. Spraw, dobry Boże, byśmy w pośpiechu, zdążyli umrzeć w biel przyodziani, w Twym odpocznieniu zaczerpnąć oddechu i jeszcze wielu od śmierci ocalić. Niech się zmęczona dusza rozśpiewa, gdy w Tobie smutek i ból ukoimy, a kiedy będziemy bliżej nieba na wieczne wakacje odlecimy. W podzięce mogą dać bardzo malutko, choć trzeba odpocząć - w tym dużo racji, to dłonie splatając szepczę cichutko: dziękuję Ci, Boże, że nie masz wakacji.

 

Nic nam nie dane jest na zawsze, a nie dane nie jest wzięte . Myśli ,słowa są rozpięte, życie nasze jest raz dane- nie na zawsze -musi być oddane. Stwórca daje i zabiera. Nie przebiera ,nie wybiera, los i życie nam to sprawia, że nikogo nie zostawia. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że żyć przyszło nam w obawie; Nic nie dane jest na zawsze- pożyczone -bardziej trafione. Kto się rodzi, w tą grę życia wchodzi... Nic nie dane jest na zawsze; czas rozliczy nas z latami. Życie nasze to nie gratka ,tak mówili: ojciec, matka .Przeżyć je godnie jest nam dane -a więc w miłości trwajmy ,bo kiedyś  będzie  nam zabrane.

 

Ty  pukałaś w serca drzwi. Porankiem chciałaś suszyć moje łzy. Mówiłaś miłość jest jak wielka gra. Ona jedna szczęścia drogę zna. Ciemna noc maluje teraz Twoją twarz. Ciepło wspomnień zaciera czas. Gdzie Cię szukać mam, gdzie odnajdę ślad? Jak samotny żagiel wiatr mnie gna. Każde słowo boli tak... Samotność rankiem budzi, każdy sen niepokoi mnie. W okna znów bije deszcz, serce boli,bez Ciebie pusty dzień, dusza jest  w niewoli. Wciąż szukam drogi swej. Gdy los już zabrał wszystko to co dał, tęsknotą mierzę całe życie swe. Jedna myśl pozwala tylko trwać; Jedna ciepła myśl o Tobie. W kroplach deszczu widzę Twoją twarz, ciepło wspomnień zaciera czas. Gdzie Cię szukać mam? Gdzie odnajdę ślad? Jak samotny żagiel wiatr mnie gna, każde słowo boli. Samotność budzi mnie, każdy sen niepokoi. W okna znów bije deszcz, bez Ciebie pusty dzień, dusza moja jest w niewoli, wciąż szukam drogi swej.

 

Aniele Stróżu mój prowadź mnie za rękę. Znasz przecież każdy uśmiech mój, każdy ból, znasz wszystkie drogi kręte. Nie odchodź choćbyś myślał, że o Tobie zapominam, że niby dobrze znałeś mnie, a jestem całkiem inna. W cieniu swych skrzydeł ukryj mnie, daj sercu łyk wytchnienia, bo jeszcze przede mną wiele trudnych chwil i wiele do zrobienia. A kiedy przyjdzie życia kres, zamknij mi dłonią oczy, a duszę moją unieś w dal do rozgwieżdżonych nocy.

 

Aniele , Przyjacielu od urodzenia, zjawiłeś się przy mnie przed laty i przy mnie ciągle trwasz  - tu nic się nie zmienia. Podaj mi dzisiaj swą dłoń, daj znać, że jesteś obok, choć w innej już postaci. Powiedz jaką dziś wokół roztoczysz woń i w jaki się zmienisz obłok? Odezwij się proszę naszą ulubioną melodią z piosenki, słowami z książek czy wyuczonego wiersza... Co mi dziś powiesz i? Jaka wiadomość będzie pierwsza?

 

Żem Ciebie wspomniał dziś, Będzie mi wszelka darowana wina I spokój gwiazdą mi rozbłyśnie ranną Po nocy, która płacze i przeklina. Może się łaską Twą na chleb zamieni Me słowo, że nim nakarmić potrafię, Albowiem cisi są błogosławieni..... wszak tak, Najświętsza Panno na ryngrafie? Naucz modlitwy serce moje młode, Na głód wskazując pragnień, wspomnień chłostę, O jednym bowiem marzy w snów pogodę: Oto chce szczere być i chce być proste. Albowiem człowiek, co na swym zegarze Ujrzał, że młodość ginie mu zdradziecko, Zaczyna marzyć, o czym ja dziś marzę: Aby się znowu dobry stał, jak dziecko. Spojrzyj w me serce, Najjaśniejsza Pani, I choć przez chwilę usłysz, co w nim śpiewa, A ujrzysz wielką miłość w tej otchłani, Co kocha ludzi, kamienie i drzewa. O, jakże bardzo kochać chcę, jak bardzo, Nie to, co w bisior stroi się i złoto, Lecz to, czym nawet najnędzniejsi gardzą, Co głodem żywe, poi się tęsknotą. Chcę serce moje jak bochen chleba Pokrajać dla tych, których głód uśmierca, Ty za się spraw to, o Panienko z nieba, Aby dla wszystkich mi starczyło serca. Przeto je ozdrów, położywszy ręce I pobłogosław jak zoraną niwę, A ja słów kłosy własną krwią poświęcę I pójdę dzielić między nieszczęśliwe. Bo chociaż lichym jest i nędzny człowiek, Co nicość kryje blaskiem pióropusza, Lecz gdy choć jedna padnie łza spod powiek Szczera i czysta - ożyje ma dusza. Panno święta, przecie Wielkim eposom, co rozbłysły cudem: Błogosław dzisiaj lichemu poecie, Co biedne słowa w rym zwołuje z trudem. Ja Ci zaś za to , Zmieszany między pasterze i grajki, Przyniosę książkę, jak gołąb białą, Abyś Synowi z niej czytała bajki.

 

Promienisty i złocisty Jak obłoczek spośród zbóż Stoi przy nie w dzień i w nocy Mój najmilszy Anioł Stróż. Chociaż nigdy Go nie widzę, Słyszę Go w sercu mym, Jak zachęca mnie do pracy I ostrzega wciąż przed złym...

 

Wierzę w ścieżkę trudną nad wiecznością, wierzę w poza czas i pamięć. Wierzę, że nie gaśnie w śmierci, żadna myśl i czyn serdeczny, Ci, co odwołani wcześniej, nas wprowadzą w żywot wieczny. Święci, którym powierzono każdy krok nasz, każdy oddech, rzucą w chwałę most zwodzony na łańcuchach naszych modlitw.

 

 ...Kiedyś z uśmiechem powiedziałaś Gdy gwiazdy spały już wieczorem Że nigdy śmierć nie przyjdzie w porę. Wiesz… ja myślę o tych słowach I w sercu składam je od nowa Czasem przestawię i zapomnę, Jak one tak naprawdę brzmiały… Ale w twym głosie dziwnie drżały… Na szkolnej ławce pióro białe Tak niezwyczajnie zagubione I w gardle ucisk zwany żalem A może jesteś teraz mym aniołem?

 

Nie zapomnę Cię ,chociaż wieki przeminą. Jesteś w mej pamięci zaciszną doliną do której powracam, gdy jestem w rozterce, by chmurką radości otulić swe smutne serce. W moim życiu jesteś zapisana na stałe, jako ktoś dobry i godny pochwały, kto swą postawą i serduszka biciem, jest teraz Aniołkiem ukrytym w błękicie. Byłaś ,jesteś będziesz  moim przyjacielem.

 

Już jutro zrobię porządki w moim regale życia, by ład panował w każdym kąciku, to co przykre, niemiłe sercu, wyrzucę gdzieś do śmietnika. Na pierwszej półce postawię miłość- piękne uczucie, uskrzydlające - w chwili zwątpienia wezmę ją w dłonie-niech pobudzi serce smutkiem gasnące. Na drugiej półce pamięć umieszczę, pomocną dłonią pogłaszczę skronie, chwytać ją będę w każdej sekundzie, z nią przecież można nawet kraść konie. A trzecia półka nadzieją niech tętni i zieleń wiosny tam emanuje, choć mówią często, że matką głupich, niech ona w sercu zawsze króluje. Na czwartej półce niech wiara się złoci, jak słońce jasne muska marzenia, bo chce być natchnieniem na dalsze lata, pragnie doczekać nuty spełnienia. Na piątej półce wspomnienia niech tańczą, budzą tęsknoty i serce kuszą , niech te piękne zawsze- na wieki pod wpływem czasu duszę poruszą. Gdy kurz osiądzie na którejś półce, znowu porządki będą wskazane-zadbam, za pielęgnuję, słowem podleję, pochwycę na nowo, to co jest mi dane, co mi zostało.

| Główna |
| Rejestracja |
| Wejdź |
Menu witryny
Formularz logowania
Wyszukiwanie
Kalendarz
«  Sierpień 2017  »
PnWtŚrCzwPtSobNie
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Archiwum wpisów
Mini-czat
Przyjaciele witryny
  • Załóż darmową stronę
  • Internetowy pulpit
  • Darmowe gry online
  • Szkolenia wideo
  • Wszystkie znaczniki HTML
  • Zestawy przeglądarek
  • Statystyki

    Ogółem online: 1
    Gości: 1
    Użytkowników: 0
    Copyright MyCorp
    © 2017