Niedziela, 2017-08-20, 5:15 AM                    
Jesteś zalogowany jako Gość | Grupa "Goście"Witaj Gość | RS
Smak chwil

Dołóż Panie więcej życia, więcej dni

Tych pogodnych, z ciepłym słońcem

Pod gwiazdami, przy księżycu tych wieczorów

Gdy powietrze takie parne i gorące.

Dołóż kryształowe krople rosy

Żeby myśli poobmywać z tego zła

Chcę ożywić kropelkami całe serce

By nie zwiędło tak, jak w polu trawy źdźbła.

Dołóż trochę blasku moim oczom

By uśmiechem rozjaśniły całą twarz

To niewiele i tak wiele ..

Zejdź z ołtarza i mi powiedz ; - Proszę masz.

Dołóż swej miłości tak na co dzień

Bym poczuła z Twych ogrodów zapach róż

Zabierz troski, a samotność moją zamień

Na kobierzec prostych ścieżek, dalszych dróg..

 

Czujesz pustkę wokół, w sobie

Kwiaty milczą, zamknęły swe kielichy

Na ścianie snuje się jakiś cień

Poranki dawno już uśpione.

Patrz, nawet anioł odleciał

Wczorajszy czas spopielił mu skrzydła

Ojcze, czy pył to droga na jutro?

Wiara maleje chybocząc się na wietrze.

Ucichły uczucia pełne słońca i ciepła

Niebo zasnute szarymi myślami

Zatrzymaj się przy granicy blasku

Póki twoje serce jeszcze chce bić

Boże, posiej ziarna na ugorze

Wygładź drogę pełną wybojów

Mądrość zawsze pozostaje w duszy

Tylko nadzieję los rozmienił na drobne

Zatrzymaj się, póki nie jest za późno

Odwróć twarz, gdzie jaśnieje blask

Zrzuć płaszcz urazów gromadzonych latami

By to co warte, nie odwróciło się plecami.

 

Krzyżem potrafi być życie

Często przekreśla wiarę człowieka

Bo jakże wierzyć w miłosierdzie

Gdy cios za ciosem tylko czeka

Samotność, cierpienie, śmierć

Tam wyznaczasz nasze spotkania

Czy tylko krzyż masz tutaj dla mnie

I całe życie nie kochania ?

Gdy czyste dłonie i pusta dusza

Nie skazuj serca na poniżenia

Cierpieniem nie rozpala się serca

A batem duszy do zbawienia

Ubóstwo zniechęca do ciepłych uczuć

Pokora przekreśla drogi do Ciebie

Odsuwa od ludzi, zabija dusze

Czy chcesz mieć kalekie cienie w niebie ?

Szukanie - nadaremne Wołanie - nadaremne

Myśli wędrują po ścieżkach niebytu

Zimne relacje wzajemne

Krzyż na mej ścianie symbolem wrogości

I serc nieludzkich wierzących w Ciebie

Gdy tylko ciernie dla mnie masz

To nie chcę być u Ciebie w Niebie

Zdejmę ten krzyż i obraz Twój

Wyrzucę w najciemniejszy kąt

Czara goryczy przebrała dzban

Już bez Ciebie w nicość kiedyś odejdę stąd.

 

Świętość . . . jakież to puste słowo

Tłumy niewiernych klęczą w kościele

Przychodzą tutaj bo tak wypada

Gdzie z ambon kłamstwa słychać coraz śmielej

Tam nie zobaczysz wierzących w Boga

Co w sercach mają samą prawdę

Bo chcą ochronić swoją prywatność

Nie chcą oglądać sutanny kadrę

Jeden przed drugim puszy się dumnie

Klepią zdrowaśki, to każdy umie

Na próżno czekać u nich na godność

Inne wartości w tym łotrzyków tłumie

Wszyscy pasują wzajem do siebie

Kłamcy, zboczeńcy, wszelka hołota

Co takt, kultura nawet nie wiedzą

Jakże podobni są do błota

Przez takich umyka skrawek nieba

Raj tu na Ziemi uczuciem pachnący

A przecież można żyć tak szczęśliwie

Mieć świat dla siebie

Mlekiem i miodem płynący

Patrzę na takich z wielką pogardą

Na naród w głupocie pogrążony

Stoję z daleka od tego tłumu

By przez ich podłość nie być upokorzoną.

 

 

Zatrzymaj się choć na chwilę

by dostrzec piękno naszego świata

wszystkie żale ze swego serca wylej

by warkocz szczęścia od dziś zaplatać.

 

Pomyśl jak było w minionych latach

ile łez wylałeś a ile miałeś radości

to tylko Twój los takie figle płata

dodając Twemu życiu atrakcyjności.

 

 

Wszystkie łzy są w życiu potrzebne

by zrozumieć jak wielką mają wartość

jak krople deszczu z chmury na niebie

użyźniają glebę podnosząc jej jakość.

 

Więc pomyśl chwilę mój Przyjacielu

czy warto wszystko tak rozpamiętywać

możesz zaznać jeszcze doznań wielu

gdy zaczniesz kolejne dni przeżywać.

 

Świat jest taki piękny wokół Ciebie

wiele też możesz dla niego zrobić

możesz tyle piękna dać sam z siebie

by innych twarze uśmiechem ozdobić.

 

Wystarczy,że wyciągniesz swe ramiona

w kierunku nieba prosto do słońca

by dostrzec jego jasności znamiona

to dla Ciebie tak świeci bez końca.

 

Uśmiechnij się już szczerze z radością

zauważ,że wszyscy wokół są też ważni.

więc otaczaj ich swej duszy hojnością

niech zaznają od Twego serca przyjaźni.

 

 

Są takie słowa co nas radują ,

wpadają w ucho ciepło darują.

Które rozpływa się z głosu dźwiękiem,

takie od których serce nam mięknie.

Kiedy skrzywdzonym powiedzieć - przepraszam -umiesz,

to wtedy znak że już rozumiesz...

Jak jedno słowo dać może wiele

i znowu uśmiech drogę nam ściele.

 

Szpikulcem obojętności potrafimy  zadźgać swoją wrażliwość

w kostce lodu zahibernować własne serce

liści miękiszu delikatność zamienić na chropowatość kurzu

i z piaszczystej drogi warkocze rzeki w ciek wodny przemienić .

 

 

W pożarze płomieni spłonęły uczucia i nie ma cudu,

który by je odzyskał, a jednak spotykam ludzi,

którzy wierzą że z popiołów powstanie nadziei iskra.

Dlaczego iskra, dlaczego nadzieja?

Dziwne marzenia, gdy niebo jak heban.

I tylko wąskim przesmykiem smuga światła przemyka jak złodziej chyłkiem.

W niemej tęsknocie, w zmierzchu wypłukana granatem  cierpienia,

waży myśli na czarno z niedosytu spełnienia.

Po stracie kojącego wytchnienia łka samotnie. I czeka.

Czeka, by los oszukać ..

Łza jej jak ziarno zboża bardzo urodzajna.

Gęstnieje źródła szczodrością nadmierną.

Do uścisku potrzeba dwóch dłoni i dobrej woli.

Jak tylko jedna w zawieszeniu między szczelinami nie wie co wypatrzy.

Choć noc czarne kosmyki ufnością snu splata,

A księżyc smętnie na niebie z ballady powraca.

 

Żeby tak wyrzucić co boli, jak piłkę do wolnej przestrzeni,

by potem spadało powoli, do pochłaniającej zło ziemi,

to co najbardziej przykre, to co najbardziej zwykłe.

Wtedy być może okrzyk,, mój Boże po co to wszystko?,, byłby niepotrzebny...

 

 

Wymyśliłam dla siebie smutne nuty cierpienia,

choć przecież wymyślać ich wcale nie musiałam.

Same przychodziły jak goście niespodziewani

I usadawiały się wygodnie niczym stróże w fotelach.

 

Rzeka płynie do przodu, nie wraca do tyłu,

bo niby po co miałaby wracać, bez sensu by to było.

To dlaczego ja, mam wracać do czegoś, co się skończyło?

Idę przed siebie w milowych butach nieznanemu naprzeciw.

 

I nie ustanę  w drodze, dopóki nie znajdę tego, czego szukam,

nawet za cenę bezcennego swego rozdartego życia.

I tylko zerkam jeszcze z ukrycia, ile mi czasu zostało...

Niewiele, może trochę, może wystarczy tego na rozrachunek.

 

A jeśli nie, to co się stanie z moim ego, niesfornym niewiedzą?

Chciałabym zawołać na rzekę, by powracała nurtem ewokacji.

Lecz co z tego, gdy to nierealne bezduszną niedorzecznością,

więc tylko otwieram ramiona przed nowym niebezpiecznym.

 

Wymyśliłam dla siebie smutne nuty nowe,

choć starych dość w zapasie, by odtworzyć zaszłości niepokoje.

Bardzo znużona i nieszczęśliwa zostawiam, co było.

Idę przyspieszonym krokiem w nowe nieznane ballady wcielenia...

 

Na pianinie wygrywam co kochałam nie na sprzedaż,

Tylko dla miłości samej uznania niezłomności.

Moje oczy w mgle całe w jednej zaklęte nucie,

Wyrywają się z leśnej gęstwiny pół snu - pół jawy...

| Główna |
| Rejestracja |
| Wejdź |
Menu witryny
Formularz logowania
Wyszukiwanie
Kalendarz
«  Sierpień 2017  »
PnWtŚrCzwPtSobNie
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Mini-czat
Przyjaciele witryny
  • Załóż darmową stronę
  • Internetowy pulpit
  • Darmowe gry online
  • Szkolenia wideo
  • Wszystkie znaczniki HTML
  • Zestawy przeglądarek
  • Statystyki

    Ogółem online: 1
    Gości: 1
    Użytkowników: 0
    Copyright MyCorp
    © 2017