Piątek, 2019-12-13, 7:24 PM                    
Jesteś zalogowany jako Gość | Grupa "Goście"Witaj Gość | RS
Smak chwil
Główna » Pliki » Trylogia „Pięćdziesiąt odcieni” E.L. James » Pięćdziesiąt twarzy Greya

ROZDZIAŁ PIERWSZY 1/1
2014-07-16, 2:43 PM
 

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Patrzę w lustro i krzywię się. Do diaska z tymi włosami,

zupełnie się nie chcą układać. I do diaska z Katherine Kavanagh,

która się rozchorowała i każe mi teraz przez to przechodzić. „Nie

mogę się kłaść z mokrymi włosami. Nie mogę się kłaść z mokrymi

włosami”. Recytując to niczym mantrę, jeszcze raz próbuję

podporządkować je szczotce. Wzdycham z irytacją i przyglądam się

bladej szatynce z niebieskimi oczami, zbyt dużymi w stosunku

do całej twarzy. Szatynka odpowiada mi gniewnym spojrzeniem.

Poddaję się. Mogę jedynie związać niesforne włosy w koński ogon

i mieć nadzieję, że jakoś się będę prezentować.

Kate to moja współlokatorka i akurat dzisiaj musiała dopaść

ją grypa, jakby nie mogła w jakikolwiek inny dzień. Dlatego też nie

jest w stanie przeprowadzić od dawna zaplanowanego wywiadu dla

gazety studenckiej z jakimś mega potężnym potentatem

przemysłowym, o którym nigdy nie słyszałam. Zgodziłam się więc

zrobić to za nią. Muszę zakuwać do egzaminów końcowych,

dokończyć pracę pisemną, no a po południu powinnam pojawić się

w pracy, ale nie – dzisiaj pokonam dwieście sześćdziesiąt

kilometrów do centrum Seattle, aby się spotkać z tym tajemniczym

prezesem Grey Enterprises Holdings Inc. Czas owego wybitnego

przedsiębiorcy i głównego dobroczyńcy naszej uczelni jest

niezwykle cenny – znacznie cenniejszy niż mój – niemniej jednak

zgodził się udzielić Kate wywiadu. Nie lada osiągnięcie, tak twierdzi

moja współlokatorka. Te jej przeklęte zajęcia dodatkowe.

Kate siedzi skulona na kanapie w salonie.

– Ana, tak mi przykro. Dziewięć miesięcy zabiegałam o ten

wywiad. Sześć kolejnych potrwa ustalanie nowego terminu,

8

a do tego czasu obie zdążymy skończyć studia. Jako redaktor

naczelna nie mogę tego skopać. Proszę – chrypi błagalnie. Jak ona to

robi? Nawet chora ślicznie wygląda: jasnorude włosy są nienaganne,

a zielone oczy błyszczące, choć nieco zaczerwienione i załzawione.

Ignoruję przypływ niepożądanego współczucia.

– Oczywiście, że pojadę, Kate. A ty wracaj do łóżka.

Przynieść ci nyquil albo tylenol?

– Nyquil. Tu masz pytania i dyktafon. Wystarczy,

że wciśniesz przycisk nagrywania, o tutaj. Rób notatki, ja wszystko

spiszę.

– Kompletnie nic o nim nie wiem – burczę, bez powodzenia

próbując stłumić rosnącą panikę.

– Pytania cię poprowadzą. Jedź już. To długa trasa. Nie chcę,

żebyś się spóźniła.

– No dobra, jadę. Kładź się do łóżka. Ugotowałam zupę,

później ją sobie odgrzej. – Patrzę na nią z czułością. Robię to, Kate,

tylko dla ciebie.

– Dobrze. Powodzenia. I dziękuję ci. Jak zawsze ratujesz mi

życie.

Biorę torbę na ramię, uśmiecham się cierpko do Kate,

po czym schodzę do samochodu. Nie mogę uwierzyć, że dałam się

na to namówić. No ale przecież Kate jest w czymś takim mistrzynią.

Będzie z niej świetna dziennikarka. Jest elokwentna, zdecydowana,

przekonująca, śliczna – no i to moja najlepsza przyjaciółka.

Na drogach panuje niewielki ruch. Wyjeżdżam z Vancouver

w stanie Waszyngton i kieruję się w stronę Portland i autostrady I-5.

Jest jeszcze wcześnie, a w Seattle muszę być dopiero na drugą.

Na szczęście Kate pożyczyła mi swojego sportowego mercedesa

9

CLK. Nie jestem pewna, czy Wanda, mój stary garbus, dałaby radę

dowieźć mnie na czas. Merca fajnie się prowadzi, a kilometry

uciekają jeden za drugim, gdy wciskam pedał gazu.

Celem mojej podróży jest centrala globalnego

przedsiębiorstwa pana Greya. To olbrzymi, dwudziestopiętrowy

biurowiec, cały ze szkła i stali, funkcjonalna fantazja architekta. Nad

szklanymi drzwiami metalowe litery tworzą dyskretny napis „Grey

House”. Na miejsce docieram kwadrans przed drugą. Uff, nie

spóźniłam się. Ogarnięta uczuciem ulgi wchodzę do ogromnego – i,

szczerze mówiąc, onieśmielającego – holu ze szkła, stali i białego

piaskowca.

Siedząca za biurkiem z litego piaskowca bardzo atrakcyjna,

zadbana młoda blondynka uśmiecha się do mnie uprzejmie. Ma

na sobie najbardziej szykowną grafitową marynarkę i białą koszulę,

jakie w życiu widziałam. Wygląda jak spod igły.

– Mam umówione spotkanie z panem Greyem. Anastasia

Steele w zastępstwie Katherine Kavanagh.

– Chwileczkę, panno Steele.

Unosi lekko brew, a ja stoję przed nią skrępowana. Zaczynam

żałować, że nie pożyczyłam od Kate eleganckiej marynarki, żeby ją

włożyć zamiast granatowego palta. W sumie się postarałam

i przywdziałam swoją jedyną spódnicę, brązowe kozaki do kolan

oraz niebieski sweter. Dla mnie taki strój jest elegancki. Odgarniam

za ucho pasmo włosów, które wymknęło się z kucyka, i udaję, że nie

czuję onieśmielenia.

– Panna Kavanagh jest umówiona. Proszę się tu podpisać,

panno Steele. Ostatnia winda po prawej stronie, dwudzieste piętro. –

Gdy składam podpis, uśmiecha się do mnie uprzejmie, jak nic

rozbawiona.

10

Wręcza mi identyfikator, na którym wielkimi literami

napisano GOŚĆ. Uśmiecham się nieco drwiąco. To oczywiste,

że jestem gościem, gołym okiem widać. Zupełnie do tego miejsca nie

pasuję. Nic nowego, wzdycham w duchu. Dziękuję jej, po czym

udaję się w stronę wind, mijając dwóch pracowników ochrony.

W dobrze skrojonych czarnych garniturach wyglądają zdecydowanie

bardziej elegancko ode mnie.

Winda w ekspresowym tempie zawozi mnie na dwudzieste

piętro. Drzwi rozsuwają się i widzę następny duży hol – ponownie

szkło, stal i biały piaskowiec. Staję przed kolejnym biurkiem

z piaskowca i kolejną młodą blondynką odzianą nienagannie w czerń

oraz biel i powstającą na mój widok.

– Panno Steele, zechce pani zaczekać tutaj. – Gestem

wskazuje kilka krzeseł obitych białą skórą.

Za skórzanymi krzesłami widać sporych rozmiarów

przeszkloną salę konferencyjną z dużym stołem z ciemnego drewna,

wokół którego stoi co najmniej dwadzieścia krzeseł. Za tym

wszystkim znajduje się sięgające od podłogi do sufitu okno

z widokiem na Seattle, ciągnącym się aż do Zatoki Puget. Ta

panorama jest oszałamiająca i przez chwilę stoję jak wrośnięta

w ziemię. Rany.

Siadam, wyciągam z torby pytania i przeglądam je, w duchu

przeklinając Kate za to, że nie dorzuciła choćby krótkiej notki

biograficznej. Nic nie wiem na temat mężczyzny, z którym za chwilę

mam przeprowadzić wywiad. Czy ma lat dziewięćdziesiąt, czy

trzydzieści. Ta niepewność jest irytująca i znowu zaczynam się

denerwować. Nigdy nie przepadałam za rozmowami twarzą w twarz,

preferując anonimowość dyskusji grupowej, podczas której mogę

siedzieć na końcu sali i nie zwracać na siebie uwagi. Jeśli mam być

szczera, to preferuję własne towarzystwo i czytanie w kampusowej

bibliotece jakiegoś brytyjskiego klasyka. A nie nerwowe wiercenie

się na krześle w potężnym szklanym gmachu.

11

Gromię się w duchu. Weź się w garść, Steele. Sądząc

po budynku, który jest zbyt zimny i nowoczesny, uznaję, że Grey ma

czterdzieści parę lat: wysportowany, opalony i jasnowłosy, żeby

pasować do reszty personelu.

W dużych drzwiach po prawej stronie pojawia się kolejna

elegancka, nienagannie ubrana blondynka. O co chodzi z tymi

jasnowłosymi panienkami jak spod igły? Czy ja trafiłam

do Stepford? Robię głęboki wdech i wstaję.

– Panna Steele? – pyta najnowsza blondynka.

– Tak – odpowiadam chrypliwie i odkasłuję. – Tak. – Proszę,

teraz zabrzmiało to pewniej.

– Pan Grey za chwilę się z panią spotka. Mogę wziąć pani

płaszcz?

– Oczywiście. – Zdejmuję palto.

– Zaproponowano pani coś do picia?

– Eee, nie. – O rety, czy Blondynka Numer Jeden będzie mieć

kłopoty?

Blondynka Numer Dwa marszczy brwi i mierzy spojrzeniem

młodą kobietę za biurkiem.

– Co podać? Herbatę, kawę, wodę? – pyta, skupiając uwagę

ponownie na mnie.

– Wodę, dziękuję – mamroczę.

– Olivio, przynieś, proszę, pannie Steele szklankę wody. –

W jej głosie słychać surową nutę. Olivia natychmiast zrywa się

12

z miejsca i spieszy w stronę drzwi po drugiej stronie holu.

– Najmocniej przepraszam, panno Steele, Olivia to nasza

nowa stażystka. Proszę zająć miejsce. Pan Grey zjawi się za pięć

minut.

Olivia wraca ze szklanką wody z lodem.

– Proszę bardzo, panno Steele.

– Dziękuję.

Blondynka Numer Dwa maszeruje do wielkiego biurka,

a stukot obcasów o podłogę z piaskowca roznosi się echem

po pomieszczeniu. Siada i obie wracają do pracy.

Może pan Grey nalega, aby wszystkie jego pracownice były

blondynkami. Zastanawiam się właśnie, czy to zgodne z prawem,

kiedy drzwi do gabinetu otwierają się i pojawia się w nich wysoki,

elegancko ubrany, przystojny Afroamerykanin z krótkimi dredami.

Zdecydowanie powinnam była inaczej się ubrać.

Odwraca się i mówi:

– Golf w tym tygodniu, Grey.

Nie słyszę odpowiedzi. Mężczyzna odwraca się, zauważa

mnie i uśmiecha się. Olivia zdążyła już wyskoczyć zza biurka

i wcisnąć przycisk przywołujący windę. Szybkie zrywanie się

z krzesła ma opanowane do perfekcji. Denerwuje się bardziej ode

mnie!

– Do widzenia paniom – mówi mężczyzna, znikając

za drzwiami kabiny.

– Pan Grey czeka na panią, panno Steele. Proszę wejść –

13

mówi Blondynka Numer Dwa. Wstaję i niepewnie próbuję opanować

zdenerwowanie. Podnoszę torbę, zostawiam szklankę z wodą

i kieruję się w stronę uchylonych drzwi. – Proszę wchodzić bez

pukania. – Uśmiecha się uprzejmie.

Popycham drzwi i w tym samym momencie potykam się

o własne nogi, po czym wpadam do gabinetu głową naprzód.

A niech to szlag – ja i moje dwie lewe nogi! Znajduję się

na czworakach w progu gabinetu pana Greya, a usłużne ręce

pomagają mi wstać. Mam ochotę zapaść się pod ziemię. Ale ze mnie

niezdara. Sporo wysiłku muszę włożyć w podniesienie wzroku. Ożeż

ty – jest taki młody.

– Panno Kavanagh. – Gdy odzyskuję pozycję pionową,

wyciąga w moją stronę smukłą dłoń. – Jestem Christian Grey. Nic się

pani nie stało? Usiądzie pani?

Taki młody – i przystojny, bardzo przystojny. Ma na sobie

elegancki szary garnitur, białą koszulę i czarny krawat. Jest wysoki,

ma niesforne włosy w odcieniu ciemnej miedzi i błyszczące szare

oczy, których spojrzeniem mierzy mnie uważnie. Dopiero po chwili

jestem w stanie odpowiedzieć.

– Eee, prawdę mówiąc... – bąkam. Jeśli ten facet ma więcej

niż trzydzieści lat, to ja jestem tybetańskim mnichem. Oszołomiona

wyciągam dłoń i witamy się uściskiem. Gdy nasze palce się stykają,

przez moje ciało przebiega dziwny, przyjemny dreszcz. Pospiesznie

cofam rękę. Wyładowania elektryczne i tyle. Mrugam szybko,

a ruchy moich powiek dorównują szybkością biciu serca. – Panna

Kavanagh jest niedysponowana, przysłała więc mnie. Mam nadzieję,

że nie przeszkadza to panu, panie Grey.

– A pani to...? – Ton głosu ma ciepły i chyba nawet

rozbawiony, choć trudno to ocenić, gdyż wyraz jego twarzy

pozostaje niewzruszony. Sprawia wrażenie umiarkowanie

    
Kategoria: Pięćdziesiąt twarzy Greya | Dodał: fiolka
Wyświetleń: 333 | Pobrań: 0 | Rating: 0.0/0
Liczba wszystkich komentarzy: 0
Imię *:
Email *:
Kod *:
| Główna |
| Rejestracja |
| Wejdź |
Menu witryny
Formularz logowania
Kategorie sekcji
Pięćdziesiąt twarzy Greya [4]
Ciemniejsza strona Greya [0]
Nowe oblicze Greya [0]
Wyszukiwanie
Mini-czat
Przyjaciele witryny
  • Załóż darmową stronę
  • Internetowy pulpit
  • Darmowe gry online
  • Szkolenia wideo
  • Wszystkie znaczniki HTML
  • Zestawy przeglądarek
  • Statystyki

    Ogółem online: 3
    Gości: 3
    Użytkowników: 0
    Copyright MyCorp
    © 2019