Zmęczeni Europą
Nie chodzi o to, że człowiek nie chce pracować.
Chodzi o to, że nie chce już żyć tylko po to, żeby przeżyć.
Żeby płacić za dach, za światło, za ciepło,
za jedzenie, które nie smakuje,
bo jesz je z myślą, że znów zabraknie.
Tu, w tym całym „zjednoczonym” świecie, człowiek coraz bardziej jest sam.
Słońce to już nie słońce, tylko lampka nad magazynem,
a sen to przerwa między zmianami.
Nie czuje się ziemi. Nie czuje się sensu. Nie czuje się nic.
A przecież to nie lenistwo, tylko ból.
Bo nikt nie chce żyć jak trybik w obcej maszynie,
z uśmiechem, który boli, i duszą, która błaga o chwilę ciszy.
Bo nawet najtwardszy człowiek,
kiedy ciągle daje z siebie wszystko,
w końcu się wypala.
I wtedy nie zostaje nic — tylko świadomość,
że miało się kiedyś marzenia, że miało się siłę…
i że świat zabrał jedno i drugie, w imię „postępu”.
Ale gdzieś tam, pod popiołem, tli się coś małego.
Nie bunt, nie nadzieja — tylko pamięć.
Pamięć o tym, że kiedyś człowiek był człowiekiem.
I że może jeszcze nim będzie.
-Lilu
