Świat staje się lepszy, gdy my dojrzewamy
Z wiekiem zaczynamy widzieć więcej. Nie tylko to, co na wierzchu, ale też to, co ukryte między gestami i słowami. Zamiast się złościć, częściej rozumiemy. Zamiast udowadniać, słuchamy. I nagle okazuje się, że świat, który kiedyś wydawał się zimny i obojętny, zaczyna wyglądać cieplej.
Nie dlatego, że ludzie się zmienili, ale dlatego, że my przestaliśmy patrzeć oczami zranionego dziecka. Przestaliśmy oczekiwać, że dobro spadnie z nieba. Zrozumieliśmy, że ono rodzi się z naszych decyzji, z cierpliwości, z prostych gestów, które kiedyś wydawały się niczym.
Dojrzewanie nie ma nic wspólnego z metryką. To raczej taki moment, gdy zaczynasz rozumieć, że nie wszystko trzeba mieć, żeby być szczęśliwym. Że nie każdą walkę warto toczyć. Że spokój to nie nuda, tylko luksus, który daje się samemu sobie. Kiedyś szukaliśmy sensu w wielkich słowach, teraz znajdujemy go w codzienności – w kubku gorącej herbaty, w ciszy po kłótni, w tym, że ktoś po prostu został, choć mógł odejść.
Świat nie stanie się lepszy od samych deklaracji. Ale zmienia się powoli, kiedy uczymy się nie oceniać zbyt szybko, nie mówić za dużo, nie uciekać od trudnych rozmów. Kiedy zamiast narzekać, zaczynamy działać po swojemu – małymi krokami, ale konsekwentnie.
I może właśnie o to chodzi w tym całym dojrzewaniu – o umiejętność zobaczenia dobra tam, gdzie dawniej widzieliśmy tylko chaos. Bo świat jest odbiciem nas samych. Jeśli w nas robi się jaśniej, to i on zaczyna świecić trochę mocniej.
-Lilu
